Burdello

28 05 2009

Zwykła prosta animacja 30″. Znając uroki organizacji pracy na obiekcie czas realizacji określiłem na 3-4 tygodnie by mieć piorunochron na ewentualne fackupy accounta. Dostałem tydzień z kawałkiem. Pierwszy tydzień praca szła całkiem spokojnie, wszystko dawało się zrealizować. Niestety, później nastała era CHAOSU. Projekt ma zostać odddany jutro, rusza kampania i jest pilnie potrzebny. Przez te 1.5 tygodnia wyczerpałem chyba już całkowicie limit wkurwów. W poniedziałek (5 dni przed oddaniem) został zmieniony scenariusz, na tyle radykalnie, że wszystko trzeba było zacząć od nowa. Dziś, czyli 1 dzień przed oddaniem dowiedziałem się, ze scenariusz sie nie podoba…

Organizacja jest na tyle zajebista, że np. dostaje informacje, że mam pracować nad wersją z piątku, gdy po jakimś czasie okazuję się, że jednak wersja piątkowa powstała parę dni później w poniedziałek i że znowu masa czasu poszła sie …. Nie wspominam o paru zmarnowanych nocach i wieczorach by i tak się później dowiedzieć, że to co zrobiłem jest złe bo nie dostałem wszystkich informacji…

Gdy dowiedziałem sie, ile będzie czasu na realizacje, postawiłem warunki, jakie muszą zostać spełnione by wogłóle coś wyszło z tego pożaru w burdelu.. Żaden z nich nie został zrealizowany, brief, o który prosiłem przy starcie, otrzymałem 4 dni przed deadlinem… Ale najbardziej mnie wk@#$@, że robie wszystko, by dalo sie projekt skończyć, mówię co należy zrobić, siedzę po nocach a przez totalnie nieogarnietego accounta wszystko najwyraźniej pójdzie do kosza.

Ciekaw jestem jak to się skończy.





Totalny burdello

27 05 2009

Nic się nie zmieniło. Nic a nic. No może oprócz tego, że parę osób odeszło. Co jak co, ale nie widzę szans na poprawę, na obiekcie robi się totalnie szaro. Najlepszy z accountów jakich znałem totalnie zgasł, pomimo tego, że się pojawia w pracy, to go nie ma.. Drugi account stara się zdobyć tytuł najgorszego accoutna świata, wprowadzając wszedzie chaos i destrukcje. W pokoju dominuje czarny humor lub ogólne podminowane. Wakacji mi trzeba, ot co.





Referencje

2 02 2009

Poprosiłem zleceniodawców o przesłanie mi moich refencji. Z kilkoma z nich współpracuję od lat i pomyślałem sobie, że coś takiego może mi się przydać. Nie rozumiem jedynie dlaczego większość z nich poprosiła bym je napisał i im wysłał do wydrukowania na firmowych papierze i do podpisania. Czy dla ludzi mający korporacyjny bełkot w małym palcu sklecenie z paru zdań opinii o drugim człowieku stanowi aż tak wielki problem ??





Kabelek

2 02 2009

Mam na biurku dwa komputery. Zwykłe PC, jeden do grafiki drugi do animacji. No może nie do końca tak zwykłe bo jeden z nich jest komputerem przyniesionym z domu i zastępuje maszynę do pasjansa oraz worda. Stoją one sobie grzecznie, cicho szumiąc i od czasu do czasu migając radośnie ledami. Wydawałoby się, ze spięcie kabelkiem dwóch maszyn by się bezpośrednio widziały nie powinno stanowić problemu. A jednak.

Dwa miesiące temu zaczynałem projekt animacji. Projekt dość spory, dużo plików 3d, masa danych oraz kolosalne ilości informacji do przetransportowania pomiędzy maszynami. Firmowa sieć novell na starcie padła, transfer paru GB w jedną lub drugą strone zajmował więcej niż przeniesienie tych samych danych przy pomocy pendriva. W tak zwanym międzyczasie walczyłem z bolączkami braku miejsca na dysku, brakiem pamięci, etc. Po usilnych proźbach (paru tygodniach) otrzymałem karte sieciową. Szybką, 100MB czyli teoretycznie 10x szybsza niż ta od naszej sieci lokalnej. Niewiele to zmieniło, bo karta pochodzi z początku wieku i niestety zamulała komputer.  Kolejny miesiąc męczyłem się pracując przy pomocy sieci lokalnej czekając z niecierpliwością na kabelek fire-wire bądź też nową, szybką 1gb karte sieciową. Do dnia dzisiejszego sie nie doczekałem, komputer firmowy pracuje końcem sił, drugi kurzy sie pod biurkiem. Wczoraj sie wkurzyłem i kupiłem kabelek. Piękny, czarny, z końcówkami połyskującymi czystym chromem. W tym blasku widziałem już nadzieję, ze da mi się skończyć szybko projekt. Niestety, nadzieja szybko zgasła. Firmowa karta firewire, pochodzi z 2000r. i nie mogę zlokalizować do niej sterowników……

Szlag mnie trafia, przynoszę komputer, kombinuje jak mogę, a wszystko rozbija się o drobiazgi… Chyba wszyscy dookoła mają to wszystko gdzieś….

Idę palić, powinno na chwilę pomóc.

W pierwszej dekadzie nowego tysiąclecia bezpośrednie podłączenie dwóch stojących obok siebie komputerów jest fizyczne niemożliwe.

Przynajmniej u mnie w pracy





Akcje charytatywne

23 10 2008

Własnie skończyłem projekt ulotki dla pewnej akcji charytatywnej. Zleceniodawca oczywiście proponował odpowiednie wynagrodzenie, z którego zrezygnowałem. No i właśnie się zastanawiam – czy powinienem wziąc pieniądze i wpłacić je na konto akcji, czy poprostu zrezygnować z wynagrodzenia. Co by bardziej pomogło? Czekam na komentarze.





Stan Wojenny

23 10 2008

No to mamy stan wojenny. Szeptucha od rana siedzi i warczy. Tkwi na posterunku niczym pancerny SKOT, odstraszając od swojego posterunku potencjalnych intruzów. Skok Wałęsy przez płot jest niczym w porównaniu z próbą dostarczenia briefu bądź też uzyskania informacji.

Na szczęście zbliża się odwilż, za parę dni będziemy mogli podziwiać cyferki na naszych kontach.





Jednostki chorobowe

20 10 2008

Na naszym obiekcie istnieje wiele dość specyficznych chorób. Nie są to choroby znane ogólnej medycynie:

1. JJMSNC – Jezu, Jak Mi Się Nie Chce

2. CMJIDD – Czy Mogę Już Iść do Domu

3. OS – Odwalcie Się.

Większość chorób atakuje w poniedziałki, jednak jest parę jednostek, które są permanentnie zarażone. Pomimo usilnych poszukiwań, nie udało się jeszcze znaleść szczepionki na nie.

Oprócz powyższych, czasem pojawiają sie bliżej nie zidentyfikowane choroby, które objawiają sie absencją chorego w pracy. Są to między innymi:

ZZ – Zwyczajnie Zaspałem – sporadycznie, aczkolwiek czasem sie przytrafia

MMK – Mam Mega Kaca – ta choroba często atakuje w poniedziałki

NSZF – Nie Wyrabiam Się z Fuchami

Wbrew pozorom, te wszystkie choroby, pomimo swojej egzotyki, póki co kwalifikują się pod klasyczne L4.





Spam czasem się przydaje

16 10 2008

Atmosfera w poprzednim pokoju nakłoniła mnie do przeszperania folderu SPAM w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego rozwiązania. Chciałem zakupic hurtowo dostawę prozacu, by móc codziennie dodawać go do kawy ludziom z pokoju. Niestety, zamiast odpowiedzi na moje zapytania o zniżki przy zakupie hurtowym, zostałem zasypany kolejnymi ofertami tanich zegarków, propozycji wykupu złota z nigeryjskich banków, przekazania datków na kolejny zbożny cel. Zmieniłem pokój, prozac okazał się zbędny. Zamiast tego, wykorzystałem nowe kontakty by zamówic hurtowo viagrę. Przynajmniej żona będzie mniej wkurzona, gdy jej powiem, ze jakiś Ahmed wraz z Precius Joyce ogołocili mi karte kredytową. A obiecali 82% taniej niż w sklepie…. Dobrze, ze nie pokusiłem się na big P3N1S lub zegarki OMEGA w cenie paczki fajek…





Iphone Fabergé

16 10 2008

Jeden z kolegów w pracy jest szczęśliwym posiadaczem Iphon’a Fabergé. Iphone musi być naprawdę niesamowicie szczęśliwy. Nigdy nie leży bezpośrednio na biurku, ma swój kocyk, ściereczkę i kołderkę. Po użyciu ląduje w specjalnym pokrowcu by uniknąć kontaktu z kurzem. Ciekaw jestem, czy posiadacz tego cacka zdaje sobie sprawę, iż codzienne podłączanie słuchawek wyciera złocone styki w gnieździe słuchawek. Gdy usłyszę głośne ‘AAAAaaaaaaaaaaaaaaaaa’ będe wiedział, że kolega krzyczy nie dlatego, że znalazł pierwszy siwy włos na swych skroniach, ale dlatego, że na iphone 3g pojawiła się pierwsza ryska.

Ostatnio naszym ulubionym żartem jest chowanie jednego z ubranek/podkładek/kołderek iphona. Gdy właściciel wraca na stanowisko pracy i zauważa brak jednego z niezbędnych do używania telefonu akcesorium, zaczyna się dramat.

Ide poszukać pokrowca i ściereczki do kluczyków od samochodu :)





Zmiana

16 10 2008

Zmieniłem pokój, siedzę w drugim pomieszczeniu. Jakoś mi sie przejadło siedzenie w ciszy, pilnując sie by nie uderzać za głośno w klawiature i by delikatnie klikać myszkę. Co będzie dalej, zobaczymy… Dzisiaj się dowiedziałem, ze przeszkadza im słuchana przez słuchawki muzyka. Słuchawki są niczego sobie, KOSS UR/29, ale nie sądziłem, że muzyka nia nich słuchana może komuś przeszkadzać.

Najważniejsze jest to, że po godzinie od przeprowadzki udało się atmosferę ‘wywietrzyć, by gówna w różach nie było’ – tak mi napisała koleżanka z poprzedniego pokoju. Wbrew pozorom cieszę sie z tego bardzo, bo nie jestem konfliktową osobą i staram sie być ze wszystkimi w porządku. W dodatku, pomimo różnych animozji jakoś ich lubię. Jak będzie dalej, się zobaczy…

Narazie aklimatyzuję się w nowym pokoju. Jest tu znacznie wyższe stężenie CO2, bowiem zamiast 3 osób jest nas teraz pięć. Pokój jest większy, ale przesiąkniety testosteronem niczym męska szatnia. Zapowiada się ciekawie.